196 개의 베스트 답변 질문에 대한: "gdzie najłatwiej dostać się na medycynę - MEDYCYNA - JAK SIĘ DOSTAĆ?"? 자세한 답변을 보려면 이 웹사이트를 방문하세요. 3399 보는 사람들
Wysłanie zgłoszenia równoznaczne jest ze zgodą na jego publikację w serwisie. dostać lanie. Translatica, kierunek polsko-angielski
Czy lanie pasem bardzo boli? Proszę, pomóżcie! ;*. Przepraszam, ale nie wiedziałam jaka kategoria. Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2011-04-29 14:17:36.
Tłumaczenia w kontekście hasła "mogę dostać" z polskiego na hiszpański od Reverso Context: mogę dostać trochę, mogę się dostać Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
Tłumaczenia w kontekście hasła "DOSTANĘ LANIE" z polskiego na angielski od Reverso Context: Tata musiał to od razu wyczuć, bo krzyknął na mnie tym razem coś innego: nie że DOSTANĘ LANIE tylko DOSTANĘ COŚ INNEGO, o czym usłyszałem PIERWSZY RAZ w życiu:
Vay Nhanh Fast Money. Zainteresowany tematem przydomowej oczyszczalni? Więcej dowiesz się tu: Zalety studniWoda z wodociągów często kosztuje krocie, a w wielu lokalizacjach tej opcji zwyczajnie nie ma. Czy wyjdzie korzystniej wiercić studnie i używać takiej wody? Cóż - dobre pytanie. Zrobienie studni głębinowej to spory koszt, wymaga także załatwienia pozwolenia na budowę. Jest dość niemało formalności do załatwienia. Tylko czy studnia głębinowa to jedyna możliwość? Może wystarczy tradycyjna? Cóż\Hm, do celów higienicznych/gospodarczych może wystarczyć. Tylko picie takiej wody niesie ze sobą duże ryzyko - warto zrobić badanie takiej wody, można ją także uzdatniać. Ogólnie, woda ze studni to często jedyna możliwość. Wywiercenie studni jest drogie, ale nie musimy płacić rachunków. Nie zapominajmy, że trzeba także taką wodę ogrzać. Do wyboru mamy kilka opcji - gazowe ogrzewacze (lub piec dwu-funkcyjny, który równocześnie ogrzewa nasz dom), lub elektryczne. Z zasilanych prądem możemy wybrać bojler, lub ogrzewacz przepływowy. Oba urządzenia mają wady i zalety. Ogrzewać można też z - płaszczem wodnym pieca, lub kominka. Dobrze jest poznać wady i zalety wszystkich rozwiązać, zanim jakieś wybierzemy. Jak oszczędzać wodę?Wodę można oszczędzać na wiele sposobów, a to, który z nich wybierzemy zależy tylko od nas. Warto wiedzieć, że wcale nie wymaga to od nas wielkich wyrzeczeń lub rezygnowania z komfortu, a jedynie trochę dyscypliny i silnej woli. Już nawet niewielkie gesty pozwalają nam zaoszczędzić wiele wody, więc warto o nich pomyśleć. Co możemy zrobić? Warto oszczędzać wodę podczas kąpania, czyli zamiast długich kąpieli brać raczej prysznic, nie zostawiać włączonej wody, jeśli nie jest nam ona potrzebna, czystą wodę można wykorzystać do podlania kwiatów, a to jedynie niektóre propozycje. Pomysłów na oszczędzanie wody może być wiele, a wystarczy jedynie chwilę się nad nimi zastanowić. Czy powinnismy oszczędzać wodę?Kwestie związane z ekologią są obecnie coraz bardziej nagłaśniane i często w telewizji możemy usłyszeć, że każdy z nas powinien na przykład oszczędzać wodę. Dlaczego jednak ma to tak wielkie znaczenie? Powodów jest co najmniej kilka. Woda jest człowiekowi niezbędna do życia, a obecnie jest jej na świecie coraz mniej. Zasoby wody, która może być dla nas przydatna kurczą się z roku na rok, a przez pojawiające się susze może kiedyś dojść do sytuacji, w której jej po prostu zabraknie. Bardzo ważne jest, by działalność człowieka dodatkowo nie marnowała takiej wody, a w tym celu powinniśmy korzystać z niej bardziej odpowiedzialnie i oszczędzać ją wtedy, gdy tylko jest to możliwe. Każdy z nas może to robić.
Zainteresowany tematem przydomowej oczyszczalni? Więcej dowiesz się tu: Konstrukcja domu szkieletowegoBudowa polega na łączeniu desek w tarcze ścian gwoździami lub przy użyciu specjalnych złączy metalowych a następnie ustawienie ścian w pionie. Wyróżnia się dwa podstawowe typy konstrukcji ze względu na sposób mocowania stropu: konstrukcja platformowa ? na oczepach stojących ścian układa się deski stanowiące żebra stropu, a na nich podłogę z desek lub, częściej płyt. Ściany wyższej kondygnacji lub stropodach konstruuje się korzystając z podłogi jako platformy roboczej. konstrukcja balonowa, gdzie stropy zawiesza się na słupach ścian, których wysokość wynosi półtora lub więcej wysokości kondygnacji (przeważnie półtora w budynkach parterowych z poddaszem użytkowym). Gotową konstrukcję usztywnia się płytą OSB/3, następnie dodatkowo ociepla (przeważnie wełną mineralną wkładaną między ruszt podtrzymujący warstwę elewacyjną) i przykrywa elewacją drewnianą, z sidingu lub tynku cienkowarstwowego. Przestrzenie wewnątrz ścian wypełnia się materiałem termoizolacyjnym (wełna szklana, wełna mineralna, lub inne). Od strony wewnętrznej instaluje się warstwę paroizolacyjną i wykończenie wewnętrzne (płyta gipsowo-kartonowa). Drewno, z którego wykonuje się szkielet powinno być czterostronnie strugane oraz suszone w temperaturze przekraczającej 67 stopni Celsjusza lub impregnowane. Struganie i suszenie drewna pozwala zrezygnować z impregnacji chemicznej większości elementów. Źródło: dzieckaNarodziny dziecka to niezwykle ważny moment w życiu każdego człowieka. Długie czekanie na przyjście na świat upragnionego potomka i przygotowania do tej chwili potrafią odmienić życie. Często skutkuje też pomysłem na to, aby mądrze zagospodarować pokój dziecięcy, a więc także pomalować jego ściany na przyjazne maluchowi barwy. Błękitne kolory to tylko jedna z możliwych propozycji ? je warto zasięgnąć od znajomych czy z portali poświęconych takiej tematyce. Z pewnością jednak pokój już od pierwszych dni życia powinien jawić się jako sielankowe i przyjazne miejsce, a więc ostre barwy niekoniecznie będą optymalnym wyborem. Niegłupim rozwiązaniem będzie dodatkowo rozważenie tego, czy pozostałe pomieszczenia też nie proszą się o odnowienie. Oczywiście w pierwszej kolejności trzeba brać pod uwagę zdrowie i dobro matki, ale jeżeli szybki remont nie będzie jej przeszkadzał, bo zatrzyma się na przykład u siostry, to nie zaszkodzi rozpatrzyć takiego kompleksowego oszczedzać na rachunkach?Niestety, Polacy skarżą się na wysokie koszty rachunków za ogrzewanie. Właśnie z tego powodu, warto się zastanowić, ile ciepła marnuje się ze względu na nieodpowiednią szczelność naszych mieszkań. Wymiana okien lub uszczelnienie ich specjalną pianką, powinno nieco poprawić sytuację, ponieważ ciepło nie będzie uciekało na zewnątrz. Warto także pomyśleć nad zadaniami, jak docieplenia budynków. Mieszkania w blokach oraz domach jednorodzinnych mogą utrzymywać znacznie więcej ciepła, jeśli uda się okleić je specjalnymi warstwami styropianu i innymi podobnymi materiałami. Niejednokrotnie, osoby zainteresowane nowoczesnymi technologiami, decydowały się także na zakładanie inteligentnych systemów termomodernizacyjnych, regulujących temperaturę w pomieszczeniach, zgodnie z ustawionymi przez właściciela ustawieniami. Wiadomo, że koszty rachunków za ogrzewanie mogą spaść nawet o kilkadziesiąt procent w skali rocznej. Przed jakimkolwiek wprowadzaniem unowocześnień i zmian w swoim domu, warto jednak przeczytać jedne z licznych porad internetowych.
Szukasz sklepu gdzie kupisz wszystko co potrzebujesz do budowy i instalacji przydomowej oczyszczalni? Zobacz Metoda chemicznaChemiczne oczyszczanie ścieków ? jedna z metod oczyszczania ścieków. Polega na wytrącaniu niektórych związków rozpuszczalnych lub ich neutralizacji za pomocą procesu koagulacji, neutralizacji, ekstrakcji, elektrolizy, destylacji lub sorpcji na węglu aktywnym. Oczyszczanie chemiczne stosuje się głównie przy ściekach przemysłowych, które zawierają metale ciężkie oraz chemiczne związki organiczne. W momencie zadziałania substancjami chemicznymi na ścieki uzyskujemy: zobojętnienie ścieków, wydzielenie ze ścieków substancji stałych, wydzielenie ze ścieków substancji organicznych, koloidalnych i związków rozpuszczalnych, przede wszystkim soli metali ciężkich, odkażenie ścieków, usunięcie przykrego zapachu, utlenienie substancji trzeba wiedzieć o usuwaniu szarej wody?Wypływająca z domostw woda delikatnie zanieczyszczona mydlinami jest w tradycyjnej kanalizacji mieszana z odchodami i odprowadzana wspólnym systemem kanalizacyjnym. W ten sposób przetwarza się całość ścieku tak, by usunąć ryzyko chorób i zanieczyszczenia środowiska, zanim woda zostanie z powrotem wprowadzona do obiegu wód powierzchniowych. Pomimo przetwarzania i czyszczenia woda ta wprowadzona bezpośrednio do rzek i mórz ma dużo mniejsze możliwości oczyszczenia się niż w sytuacji przepuszczenia jej przez glebę, mającą większą zdolność oczyszczania. Należy przy tym zaznaczyć, że wpuszczana w ziemię szara woda nie jest wymieszana z ekskrementami, tak jak to jest w przypadku standardowej kanalizacji. Instalacji szarej wody towarzyszy zazwyczaj instalacja toalety kompostującej, która usuwa patogeny ze ścieku bez wielkich kosztów transportu i przetwarzania, jednocześnie rugując potrzebę odprowadzania ścieków czyli budowy sieci kanalizacyjnej czy szamba. Z punktu ochrony środowiska wpuszczenie wody z mydlinami w ziemię jest mniej szkodliwe niż wpuszczenie przetworzonych ścieków do wód powierzchniowych. W USA obrońcy tej tezy zaznaczają, że nie zanotowano dotychczas ani jednego przypadku zachorowania związanego z odprowadzaniem czy obchodzeniem się z szarą wodą. Alternatywą usuwania szarej wody jest używanie jej do podlewania roślin w ogrodzie. Rośliny używają substancji odżywczych zawartych w znajdujących się w szarej wodzie resztkach pożywienia (w przypadku zlewu kuchennego) i innych występujących w niej składników (słabych detergentów zmiękczających wodę), zwiększając swój Ekologia w gospodarstwie domowym W związku z tym, że oczyszczalnie ekologiczne stały się prawdziwym hitem wśród nowinek technologicznych poprawiających nie tylko komfort życia ludzi, ale i mających korzystny wpływ na środowisko naturalne, tego typu usługi stały się bardzo powszechne. Już za niewielkie pieniądze można założyć oczyszczalnie przydomowe, a zainwestowane pieniądze po kilku latach zwrócą się, z uwagi na fakt, że nie trzeba będzie ponosić kosztów z tytułu opróżniania szamba. Możliwość uzyskania pomocy finansowej wpływa na to, że dostęp do tego typu rozwiązań stał się bardzo popularny, szczególnie wśród tych osób, które dopiero planują zbudowanie własnego domu.
Dziś wyjątkowo prezentuje fragment z powieści oznaczonych logiem PDS. Link do reszty fragmentów PDS po prawej stronie bloga. Serdecznie zapraszam :) Amanda (Magdalena) Wróciłam do domu, byłam cała roztrzęsiona, nadal nie mogłam zebrać myśli. Co jeśli widzieli rejestracje? Jeśli ją zapamiętali? Co jeśli się domyślą, że Tyler ma z tym sporo wspólnego? – Część, zobacz twoja mamunia przyszła – takim tekstem przywitał mnie Kamil ze swoim imiennikiem na rękach. – Cześć Kamilowie – powiedziałam jak gdyby nigdy nic. – O, to ty jesteś Kamil. Sorka, ale jeszcze was dzieciaczki nie odróżnia wujcio – mój brat z wyboru zwrócił się tymi słowami do mojego synka. – Kamil, możesz już iść. Przepraszam, ale lepiej, żeby Olek cię tutaj nie widział – wyjaśniłam przepraszającym tonem. – Niestety, już wie, że tu jestem – oznajmił z bladym uśmiechem. – Cudownie, jak się dowiedział? – zapytałam odwieszając czarną, sportową kurtkę na wieszak. – Nie wiem, zadzwonił i zwyczajnie zapytał się co robię w jego domu i czy może prosić żonę do telefonu. Odpowiedziałem jak należy, szczerze, że cię nie ma, bo musiałaś pilnie wyjść – Kamil mówił, a ja w tym czasie sięgnęłam do lodówki i w roztrzęsione dłonie chwyciłam małą butelkę wody mineralnej. – Spokojnie – Kamil pochwycił mnie za nadgarstki i spojrzał w oczy. – Jest aż tak zazdrosny? – Dobrze wiesz, że to nie tylko zazdrość – nie chciałam robić z Olka potwora, ale też nie chciałam zdradzić przyjacielowi szczegółów dotyczących mojej i Majki wyprawy. – Odłożę małego i będę leciał – oznajmił Kamil, bo temat się jakoś nie kleił, a zresztą sama prosiłam go by opuścił mój dom przed powrotem Aleksa. – Kamil, co jeszcze mówił? – zapytałam i uderzyła we mnie fala gorąca, rozpięłam więc i zdęłam bluzę. Zrobiłam to kompletnie bez zastanowienia, zapomniałam, że Kamil jest wzrokowcem. – Z pewnością nie to. Tym się akurat nie chwalił. – Wskazał palcem ślad znajdujący się na moim ramieniu. Przejechał delikatnie po nim, ledwo wyczuwałam opuszki jego palców. – Boli? – zapytał dotykając mocniej. – Nie, już nie. Chyba że naciskasz – rzekłam ze łzami w oczach, otrząsnęłam się jednak po chwili. – To nie tak, Aleks miał powód. – Nie wnikam. Chodziło o mnie? – Ponoć nie wnikasz! – naskoczyłam na niego i zamknęłam butelkę z powrotem w lodówce. Uczyniłam tak bo chciałam choć na moment nie widzieć Kamila, nie czuć na sobie jego wzroku, ale nadal czułam. – Za co w takim razie? – zapytał kiedy ja wciąż stałam tyłem do niego, a wzrok miałam wbity w czerń lodówki. Ta czerń wydawała mi się taką czarną dziurą, jak moje życie małżeńskie. Taką dziurą co pochłania i nie puszcza i zawsze jest za późno by zawrócić. – Spójrz na mnie – polecił. – Czego chcesz? – zapytałam niemiło. – Nie chcę zabierać ci czasu, ale powiedz czy to przeze mnie. Tylko o tyle proszę, chcę zbyt wiele? – Tak, chodziło o ciebie. Przyznałam się. – Przyznanie nie okazało się środkiem łagodzącym – zakpił Kamil i zaczął ubierać buty. – O co ci chodzi? – zapytałam z nieskrywaną wściekłością. – O nic, zajmij się obiadem. Dzwonił też przypomnieć, że na niego wróci, i że jest głodny jak wilk. Nie daj mu powodu do kolejnego razu. – Kamil, sam dobrze wiesz, że Olek nie jest taki – postanowiłam bronić męża. – A jaki jest? – zapytał opierając się o komodę i patrząc mi w twarz. Jego oczy znajdowały się tylko kilka centymetrów wyżej niż moje. Jego twarz była też kilka centymetrów od mojej. – Jest opiekuńczy, potrafi zadbać o mnie i dzieci… – Materialnie – przerwał mi. – Nie tylko, kocha nas to widać. – Po twoim ramieniu szczególnie. – Zaczęły mnie wkurwiać już jego docinki. – Olek to człowiek, który mnie nie zostawił choć znał całą prawdę. Zajął się mną, otoczył opieką, pokochał. Naprawdę jest dobrym człowiekiem. – Człowiekiem, który potrafi ci przylać i to nie mało – stwierdził smutno stojąc już przy drzwiach. – Mówisz tak jakbyś nigdy kobiety nie uderzył. Co, żadnej nie dałeś klapsa? – Masz krwawą, wypukłą pręgę na ramieniu, nie porównuj tego do klapsa – stwierdził oschle. – Amanda, ten człowiek zrobił ci pranie mózgu jakieś. Kogo jak kogo, ale ciebie nigdy bym nie podejrzewał, że staniesz się wzorową kurą domową. Sprzątasz, pierzesz, gotujesz, chodzisz do szkoły, zajmujesz się dziećmi… – zaczął wyliczać Kamil. – Olek też się nimi zajmuje, wstaje po nocach tak samo jak ja. – Ostatnio sama mówiłaś, że ma sporo dyżurów. – To tylko jeszcze dwa tygodnie, potem wszystko wróci do normy. – Wzięłam w obronę męża nie dlatego, że nim był, ale dlatego, że naprawdę nie był takim potworem jakim go widział Kamil. – Czym cię skatował ostatnim razem? – Niczym mnie nie skatował, nigdy mnie nie skatował. – Od czego masz ślad na ramieniu, bo nie wygląda jak po klapsie. Bardziej bym stawiał na jakiś pejcz, bicz, może rzemień. – To nie twoja sprawa! – warknęłam. – Nie moja, ale jesteś dla mnie jak siostra… – USB – powiedziałam te trzy literki, a Kamil wbił wzrok w podłogę. – Czemu nie odejdziesz? Zapewnię ci lokum, pomogę. – Kamil, tu nie chodzi o to, że ja nie mam dokąd odejść. Ja nie chcę od niego odchodzić, rozumiesz to? To z ręką to był nieszczęśliwy wypadek, nic więcej. Olek nie jest katem, nie jest sadystą. – Olek za pół godziny wróci na obiad. Na razie – tymi słowami zakończył rozmowę i zniknął za drzwiami. Nie wiedziałam co zrobić, jak się zachować, jak dalej żyć z tym co dzisiaj słyszałam, z tym co dzisiaj widziałam i z tym co się działo w moim życiu. Patryk zaczął płakać, przyciągnęłam więc kołyskę do kuchni i umieściłam go w niej. Kiedy on spokojnie spał się w niej bujał i podziwiał światełka ja mogłam spokojnie obrać ziemniaki. Wrzucałam je po kolei obrane do garnka z wodą. Najpierw robiłam to delikatnie, potem z coraz większą siłą, w końcu woda zaczęła chlapać na wszystkie strony, a mnie ogarnęła pierw agresja, potem niemoc i bezsilność. Usiadłam na taborecie w kuchni i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam po cholerę żalę się nad swoim losem, przecież sama sobie taki zafundowałam. Usłyszałam otwieranie drzwi. Nie odwróciłam się w ich kierunku, ani nie wybiegłam mu na przywitanie. Szybko rozwinęłam ręcznik papierowy, który był nad umywalką i wytarłam oczy od łez, miałam nadzieję, że makijaż się nie rozmazał zbytnio. – Cześć – powiedział Aleks i usłyszałam jak siada na krześle. Słyszałam w końcu jak je odsuwał od stołu. – Hej – odpowiedziałam kładąc garnek z ziemniakami na palniku. – Zasnął, odłożę go do łóżeczka – rzekł, a ja od momentu jak wszedł nawet na niego nie spojrzałam. – Dobrze – odrzekłam i usłyszałam jak zamyka drzwi od pokoju chłopców. Później usłyszałam coś jeszcze. Wyciąganie kluczy z komody i przekręcanie zamka w drzwiach. – Wychodzisz? – dopytywałam. – Czemu wziąłeś moje klucze? – zapytałam patrząc w kierunku drzwi na korytach, ale nie widziałam Olka. Wiedziałam jednak, że wziął moje klucze, bo tylko ja chowałam je do komody. – Abyś nie wyszła z domu, nie wybiegła – poprawił się szybko, a ja nie wiedziałam co jest grane. – Słuchaj, jeśli chodzi ci o Kamila, to naprawdę była wyją… – zaczęłam się tłumaczyć panierując jednocześnie wytłuczone już kotlety. Zawiesiłam jednak głos w momencie gdy rolety opuściły się, a w kuchni zaczęła panować ciemność. – Olek, co ty wyprawiasz?! – krzyknęłam przeczuwając, że to jego sprawka. Na komodzie stał też pilot od bramy i rolet. – Staram się zapewnić nam odrobinę prywatności – odezwał się stojąc za mną tyłem. Czułam jak obejmuje mnie w pasie. Poczułam jego niewielki zarost na moim policzku. Jego usta musnęły delikatnie. – Nie zdjąłeś kurtki? – zapytałam ze zdziwieniem wyczuwając materiał jaki pokrywa jego ręce i tors. – Nie, wolę jak to ty mnie rozbierasz – stwierdził banalnie, ale nad wyraz szczerze. Czułam jak jego usta zmieniają się w kształt uśmiechu. –Może byś jednak najpierw zjadł, ponoć byleś głodny jak wilk. – Głodny seksu – wyszeptał mi natarczywie do lewego ucha i liznął jego kawałek językiem. Już miałam coś powiedzieć, ale znów się odezwał. – Cały dzień pracowałem i miałem przed oczami ciebie, to sprawiło, że stałem się głodny erotycznych doznań, a ty co robiłaś cały dzień? – zapytał nad wyraz poważnie. – Musiałam wyrwać się do Majki, dzieci dawały popalić, nie dawałam już rady w domu. Kamil mnie wyręczył. – Zdecydowałam się choć na część prawdy. – Nasz przydatny Kamilek. Mówisz że wyręczył ciebie, kobietę głodną mocnych wrażeń? – zapytał, ale coś w jego głosie uległo zmianie. – Olek chyba nie rozumiem. Włącz światło – poleciłam, bo przeczułam, że jest coś nie tak, że jest jakiś inny, jakby nie on. – Cały czas byłaś u Majki? – dopytywał. – Tak – odpowiedziałam i za moment usłyszałam trzask. Poczułam niemiłosierny ból na pośladkach, silny jak jeszcze nigdy dotąd. – Oszalałeś!? – warknęłam. – Nie urządzaj histerii z powodu jednego klapsa. – Łatwo mu było mówić, bo to nie jemu stanęły łzy w oczach z bólu, a mnie. – Co robiłyście? – zadał kolejne pytanie, a przecież nie tak dawno był całkiem miły i było całkiem sympatycznie, nie rozumiałam czemu to wszystko ma zmierzać, a najgorsze było to, że kompletnie nic nie widziałam. Panowały wręcz egipskie ciemności w całym domu, a może tylko w kuchni i salonie, tu gdzie się znajdowaliśmy. – Nic wielkiego, damskie ploty – odpowiedziałam i poczułam kolejny raz na swoich pośladkach tym razem chyba nawet mocniejszy bo łzy pociekły mi po policzkach mimo woli. – Nie oburzaj się tylko, bo powinnaś dostać mocniej – stwierdził oschle. – Aleks, powiedz mi chociaż za co – wyszeptałam przez łzy, choć nie czułam strachu, z pewnością nie przed nim, już prędzej z tego powodu, że po raz kolejny uderzy. – Za kłamstwo – odpowiedział, a ja nie wiedziałam o co chodzi, przecież nie mógł wiedzieć gdzie byłam. – Za narażanie siebie – dodał wręcz napastliwym tonem i chwycił mnie za ramie lewą dłonią. Prawą błądził chwile po moim ciele, trafił na uda, potem na pośladki. W końcu przestałam czuć jego dłoń. Stało się tak tylko na moment, na krótką chwilę, bo potem poczułam pieczenie na całej pupie. Nie wiedziałam, w życiu bym się nie spodziewała, że siła uderzenia ręką może być tak mocna. – Olek, proszę, przestań – wyłkałam. – A co, boli? – zapytał sarkastycznie. – Tak – odpowiedziałam szczerze i chciałam odstąpić od niego choć na krok, ale wciąż trzymał mnie za ramie. – Dokąd to, moja mała. Czas na gwóźdź programu – stwierdził i usłyszałam jak rolety podnoszą się. Pierw światło padło na podłogę. Dostrzegłam więc, że Aleks ma na sobie zimowe adidasy w czarnym kolorze. Potem wiedziałam już, że ma dżinsy. Kiedy ujrzałam białą kurtkę i fioletową bandamę opuszczoną na szyję, a całość dopełniła biała czapka, ale odwrócona do tyłu daszkiem poczułam się jak w koszmarze. – To nie możliwe – powiedziałam patrząc mu w twarz. – Puszczaj mnie – dodałam, ale nie dałam rady się wyrwać z jego uścisku. Rolety znów się opuściły, a zaraz po tym gdy opadły do końca Olek pociągnął mnie za sobą, nie wiem w jakim kierunku, ale najwidoczniej do włącznika, bo światło się zapaliło, ale wcale mi to nie rozjaśniło perspektyw widzenia. – Puść mnie – szepnęłam i poczułam jak uścisk się rozluźnia. – Zdejmij spodnie – usłyszałam jego surowy ton, był ostry choć starał się być bez wyrazu – Co? – zapytałam z niedowierzaniem. – To co słyszałaś. Zdejmij – powiedział i odrzucił czapkę na narożnik. – Ale… – zaczęłam, jednak przerwano mi stanowczo. – Tu nie ma ale. Teraz ja wymagam czegoś od ciebie, wykonaj więc polecenie. – Może mam jakieś pytania – powiedziałam ze łzami w oczach i wciąż czułam się jak w koszmarze. To z pewnością był sen, to musiał być sen. Przecież tamten facet strzelał, tamten facet teraz okazał się moim mężem. – Oczywiście, masz prawo pytać – stwierdził dobrodziejca jeden krzyżując dłonie na piersi. – Porozmawiamy, zadasz pytania jakie tylko zechcesz, na każde dam ci jakąś odpowiedź. Oczywiście szczerą odpowiedź, ale teraz zdejmij spodnie i daj mi czynić moją powinność – dodał. – Jaka jest twoja powinność? – zapytałam drżącym głosem, choć bardzo chciałam by mi nie drżał. – Sądzę, że jako twój mąż przede wszystkim powinienem cię chronić, troszczyć się o ciebie, dbać o twoje bezpieczeństwo, o twoje zdrowie, oraz wybijać ci skutecznie głupoty z głowy. Sama wiesz co dzisiaj zrobiłaś, gdyby mnie tam nie było, miało mnie tam dzisiaj nie być. Zginęłabyś – stwierdził oczywiste. To ostatnie mnie więc nie zdziwiło, ale cały ten monolog o trosce, zdrowiu i bezpieczeństwie był dziwnie niepokojący. – Jak się do cholery mam czuć bezpiecznie, gdy mój mąż lata po mieście z bronią, jeździ samochodem którego w życiu nie widziałam wcześniej na oczy, a na dodatek strzela do ludzi, do… – Nie strzelam do ludzi. Zabiłem psa, psa którego znałem od szczeniaka, był coś jak przyjaciel. Zabiłem bo zawsze wybrałbym twoje życie, nawet kosztem własnego, więc co tam pies – przerwał mi tymi słowami. – Mam czuć wdzięczność i całować cię po dłoniach bo uratowałeś mi życie? – zapytałam sarkastycznie, nie czułam już strachu. W końcu był tym samym facetem za które wyszłam, no i nie celował do mnie z tej swojej broni, to znak, że chce się jednak dogadać, a nie mnie skrzywdzić. – Wystarczy, że zdejmiesz spodnie i podejdziesz do stołu w jadalni. – W jakim celu? – zapytałam idąc do tyłu, kiedy on zmierzał w moją stronę. – Nie znalazłaś się tam przypadkiem, nie uwierzę, że w grudniu zbierałaś grzybki, albo wybrałaś się z Majką na spacerek po lasku. – I co z tego? – zapytałam stając na chwile w miejscu bo i on stanął. – To z tego, że mogłaś zginąć. Mnie uczynić wdowcem, a dzieci pół sierotami. Czy to nie ma dla ciebie żadnego znaczenia? Tylko mi nie kłam w oczy, że nie wiedziałaś o tym, że to niebezpieczne. Na sto procent wiedziałaś, że to nie należy do serii ciasteczka i herbatka u ciotki klotki. – Co nie? Co nie ci się pytam? – zapytał i zbliżył się do mnie. Moje plecy dotknęły stołu. – Chcesz to przeciągać w nieskończoność? – zadał kolejne pytanie, a ja pokiwałam twierdząco głową. Uśmiechnął się jakoś tak smutno, zdjął kurtkę i powiesił na krześle. – Amanda, wszystko ci wyjaśnię odnośnie tego, że tam byłem, odnośnie tego co zrobiłem, ale pierw to ty poniesiesz konsekwencje nie tyle swojego zachowania, co swojej głupoty. Moja żona nie będzie idiotką co się naraża bo Majeczki braciszek ma taki kaprys. – Skąd to wiesz? – zapytałam. – Wystarczy przeciętne IQ by się domyślić, że żadna z was nie szukała tam zysków, frajdy, ani nie znalazła się przypadkiem. Tylko Tyler miał w tym zysk – odpowiedział. – Ja tylko towarzyszyłam przyjaciółce. – Nie wiedziałaś w czym? Nie wiedziałaś, że to niebezpieczne? Spójrz mi w oczy do cholery jasnej i odpowiedz szczerze – ostatnie zdanie powiedział ostrzejszym tonem i chwycił mój podbródek w dwa palce po czym zabrał dłoń, a ja z powrotem wejrzałam na swoje buty. – Dlaczego nie odpowiesz? Mam powtórzyć pytanie? – tym razem zapytał nad wyraz spokojnie. – Wiedziałam – odpowiedziałam cicho. – Co proszę? – dopytywał. – Co takiego wiedziałaś Amando? – wypytywał dalej. – Że to niebezpieczne, że to takie tajne… – Takie tajne! – powiedział ostrym tonem, takim zdartym głosem. – Nie żyjemy w serialu, ani nie gramy w filmie kryminalnym. Jak by cię ktoś odstrzelił to byś nie zagrała w innym! – krzyknął, a ja poczułam że drgają mi mięśnie ramion, jakoś tak bez woli. Po moich policzkach popłynęły kolejne łzy tego dnia. – Nie wzruszysz mnie, nie zmienisz mojej decyzji. Jeśli teraz nie dostaniesz, to za kolejnym razem znów pod wpływem Majki i jej bracholka zrobisz coś równie bezmyślnego, niebezpiecznego i dojdzie do większej tragedii niż śmierć zwierzaka. Zdejmij więc spodnie i nie dyskutuj. – To ty powinieneś się tłumaczyć, nie ja. Czemu ja mam dostać skoro ty tez tam byłeś? – zapytałam przez łzy patrząc mu prosto w oczy. – Bo ja akurat byłem tam chcianym gościem i mi z ich strony nie groziło żadne niebezpieczeństwo. Zdejmuj. – Ale musisz… – zaczęłam niepewnie. – Muszę. Amanda dalej, żadnego wyroku nie da się odraczać w nieskończoność. – Aleks, ale nie musisz mnie bić. Zrozumiałam, zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam nie tak. Stało się tak bo mi to wyjaśniłeś, ale też dlatego, że. Też dlatego, że ja sama się dziś przestraszyłam. – Też się przestraszyłem i to nie na żarty. Dlatego pierwsze co uczyniłem po powrocie to cię przytuliłem. Skończ już polemizować i uczyń co prosiłem. Nie wiedziałam co zrobić. Mogłam być wściekła, okazać tą wściekłość. Mogłam wybuchnąć, obłożyć go pięściami, dać w pysk i nawymyślać mu od bandziorów, gangusów. Jednak nigdy wcześniej to do niczego dobrego nie doprowadziło. Było tylko gorzej. Albo wynikała z tego kłótnia gigantyczna, albo było gorzej dla mnie. Zresztą Olek nie wydawał mi się teraz niebezpieczny, wręcz przeciwnie czułam się bezpiecznie jak nigdy dotąd. Uratował mi życiem, kosztem psa, którego znał od szczeniaka. Gdyby musiał zapewne postawiłby się tym wszystkim złym ludziom byleby mi nic nie było. Martwił się, troszczył, ale czy był dobry? – Naprawdę nie chcę cię poganiać, ale zapytam tak z ciekawości ile czasu jeszcze ci trzeba by odpiąć zamek dżinsów i je zdjąć, albo zsunąć przynajmniej do połowy? – Wieczność – odpowiedziałam szeptem, ale nie było to wynikiem tego, że szeptałam, bardziej zaschniętego gardła. – Ja bym cię dziewczyno na lekcji do toalety bał się wypuścić, skoro godzinę czasu zdejmujesz dżinsy, to zapewne drugą godzinę majtki, więc już miałabyś dwa okienka do usprawiedliwienia – powiedział cynicznie. – Nie drwij, proszę. – Starałam się powstrzymać kolejne łzy, uniosłam głowę do góry by z powrotem wpłynęły do oczu, ale nic to nie dało. Chwyciłam za brzeg swoich spodni i odpięłam guzik. Olek w tym czasie podszedł do kuchenki i wyłączył palnik na którym gotowały się ziemniaki. – Aż tak się boisz? – zapytał nagle. Takiego pytania się nawet nie spodziewałam. – Bo nie powinnaś. Kobieta, która sama ładuje się w kłopoty, rządna wrażeń, bólu i cierpienia nie powinna się bać kilku klapsów. – Nie chcę bólu i cierpienia – stwierdziłam rozpinając zamek, co zajęło mi co najmniej minutę. – Jednak weszłaś do jaskini lwa na własne życzenie – stwierdził siadając na krześle okrakiem. Zapadła niezręczna cisza, ta cisza huczała w mojej głowie echem i takim harmidrem, którego nie mogłam znieść. Prosiłam w myślach o cokolwiek, o jakiś cud. O to by przyszli niezapowiedziani goście, o płacz któregoś z moich dzieci, o telefon do Aleksa ze szpitala z jakimś nagłym przypadkiem. Minęło kilkanaście minut, ale nic takiego się nie stało, nic nie miało ochoty mnie wybawić z opresji. Olek wciąż siedział okrakiem na krześle, właściwie to już na nim leżał. Głowę miał bowiem wygodnie ułożoną na swoich rękach, które idealnie robiły mu za poduszkę, która znajdowała się na oparciu. – Nie potrafię – powiedziałam nagle, ale sama nie uwierzyłam, że wymówiłam to na złość. – Potrafisz, poza tym nie odpuszczę ci. Nie tym razem – usłyszałam w odpowiedzi. Zerknęłam na niego. – Nawet się tak nie patrz, nie odpuszczę. Koniec i kropka. Możemy tak nawet czekać do wieczora, w końcu zechcesz to mieć wreszcie za sobą. – Nie zechcę – wyszeptałam. Wiedziałam, że nie zdejmę tych spodni, że ich nawet nie zsunę, bo w ciągu ostatnich pięciu minut próbowałam setki razy, a jednak zawsze zatrzymałam się gdy moje dłonie dotykały materiału i ciągnęły go już delikatnie w dół. Znów nastąpiła ta niezręczna cisza. Słyszałam dokładnie czas, uciekający czas. Każdą sekundę akcentowało tyknięcie wskazówki zegara, a ja uznałam, że to jest nie do wytrzymania. – Aleks, nie potrafię. Naprawdę nie umiem tego zrobić. Nie ważne jak bardzo chcę, czy jak bardzo wiem, że zasłużyłam. Po prostu nie i już. – Dlaczego nie potrafisz skoro wiesz, że zasługujesz na to lanie? – Bo nie, bo to tak samo jakbym wiedziała że zasługuje na śmierć i nie chciała jednocześnie włożyć głowy pod gilotynę. – Porównujesz śmierć do kilku klapsów. Jednak interesuje mnie coś innego użyłaś słowa „nie chciała”, a nie „nie mogła”, czy „nie potrafiła”. To znaczy, że potrafisz tylko nie chcesz. – Nie potrafię, nie chcę, nie mogę – powiedziałam płacząc i odsunęłam sobie krzesło, usiadłam na nim i oparłam łokieć o stół, a twarz ukryłam w dłoni. – Nie odpuszczę – usłyszałam w odpowiedzi na swój lament. – Boisz się, że zrobię ci krzywdę? – Nie, nie boję się tego – odpowiedziałam. – No to czego się tak boisz? Bólu? Upokorzenia? Łez? Nagości? – Nie… nie wiem – odpowiedziałam wciąż płacząc. – Wstań – usłyszałam, ale nie wykonałam jego polecenia. – Po prostu wstań, proszę. Wstałam i dostrzegłam, że on robi to samo. Teraz miałam mętlik w głowie, nie wiedziałam co się dzieje. – Nie zapinaj dżinsów. – Jego słowa dotarły do mnie echem, czułam się jakbym była otumaniona. Może po prostu byłam zmęczona płaczem i całą tą sytuacją. – Odwróć się tyłem do mnie – powiedział stając już za mną, ale ja jednak byłam do niego odwrócona nadal bokiem. – Amanda proszę, nie ma sensu się teraz zapierać, że nie. Sama przyznałaś, że zasługujesz na to manto, więc nie utrudniaj. Nie jesteś w stanie opuścić spodni, jestem wstanie to zrozumieć. Jeśli nie przemogłaś się przez pół godziny to już raczej się nie przemożesz. Uczyniłam jak prosił, odwróciłam się do niego plecami. Dziwnie poczułam się widzem całej tej sytuacji. Całe wydarzenie jakby przechodziło obok mnie. Poczułam strach, jakiś taki niewyobrażalny strach przed tym co nastąpi. Poczułam jego dłonie na moich ramionach. To te ramiona poruszały się gdy spazmatycznie nabierałam powietrza przez łzy. – Uspokój się, spokojnie – rzekł delikatnym, wręcz subtelnym tonem sunąc po moich ramionach w dół i w górę. – Nic ci nie grozi, przy mnie jesteś bezpieczna – dodał spokojnie, wręcz szeptem. Starałam się uspokoić, nie na jego rozkaz, ale pod jego wpływem. Nie krzyczał, nie szarpał, nie bił. Stał po prostu z tyłu i masował moje ramiona. Rysował na nich kółka dwoma palcami, potem znowu pocierał. Podał mi chusteczkę. Wytarłam oczy i nie wiedziałam jak się zachować. Instynktownie odwróciłam się do niego twarzą i wtuliłam w jego ramiona, wręcz w nie wpadłam. Poplamiłam jego biały podkoszulek swoim namoczonym fluidem i tuszem do rzęs. Objął mnie ramieniem, właściwie to dwoma ramionami, poczułam jego ciepło, usłyszałam bicie jego serca, byłam bezpieczna. Paradoksalnie czułam się bezpieczna w ramionach człowieka, który niejednokrotnie mnie uderzył, nie jednokrotnie mną szarpnął, czy potrząsnął, nieraz zwrócił uwagę ostrzejszym tonem. Poczułam, że nic mi nie grozi nawet teraz kiedy godzinę wcześniej widziałam go z bronią w towarzystwie jakiś bandziorów. – Amanda, kochanie – mówił głaskając mnie po głowie, ogarnął mi jeden z kosmyków za ucho. – Kocham cię, naprawdę – rzekł muskając swoimi wargami moje czoło. – Sama sobie to utrudniasz moim skromnym zdaniem – stwierdził nagle. – Jeśli jednak teraz czujesz, że właśnie tego potrzebujesz to możemy usiąść, mogę cię tulić w ramionach godzinami, ale podjętej przeze mnie decyzji nie cofniesz – dodał smutno, jakoś tak dziwnie smutniej niż mogłam się po nim spodziewać. – Nie lubię cię bić, nie lubię być dla ciebie ostry, nienawidzę być konsekwentnym. Uwierz, że nie sprawia mi to żadnej frajdy, daje zero satysfakcji i ani trochę nie jest przyjemne, ale muszę czasem taki być. Jeśli dziś ci odpuszczę. Naprawdę z chęcią bym odpuścił. Najchętniej teraz powiedziałbym ci, że nie było sprawy i zasiadł z tobą w ciszy do obiadu, nawet sam go dokończył przygotowywać, ale nie mogę. Najzwyczajniej w świecie nie mogę, bo jeśli potem przydarzyłoby ci się coś złego przez podobną akcje jak ta dzisiejsza, całe życie bym nie mógł spojrzeć na własną twarz w lustrze, miałbym cholerne wyrzuty sumienia z powodu tego, że dzisiejszego dnia odpuściłem i nie byłem surowy. – Nie zrobię już nic takiego, przysięgam – powiedziałam dalej płacząc. – Być może, ale wolę mieć nieco więcej pewności niż na samo słowo. – Nie wierzysz mi – wyłkałam w jego już przemoczoną koszulkę. – Wierzę, że teraz mówisz prawdę. Wierzę, że w obecnej chwili w nią wierzysz, ale tak samo było z telefonem, albo raczej z jego brakiem. Dopóki nie dostałaś, dopóty nie nosiłaś go przy dupie i nie odbierałaś, nieprawdaż? – No, ale teraz będzie inaczej… obie… – Masz racje, będzie inaczej, bo nie będzie ani piątej, ani czwartej, ani nawet kolejnej okazji by to sprawdzić. Po prostu nie ma kolejnej szansy, uprzedzałem od samego początku, że nie odpuszczę. – Zacznę się ciebie bać. – Nie wiem czemu to powiedziałam, samo wypłynęło z moich ust. – Dostałaś ode mnie lanie nie raz i nie dwa, a teraz szukasz ukojenia i schronienia w moich ramionach. Jeśli autentycznie byś się mnie bała to uciekałabyś gdzie pieprz rośnie, a nie jeszcze mnie tuliła i łkała przy mnie. No chyba, że znowu grasz, ale nie sądzę. Tym razem to nie jest teatrzyk, co nie? Tym razem łzy są prawdziwe, zgadza się? – Mogę ci zagwarantować, że więcej tych łez wylałaś przez całą rozmowę i przy tym wzbranianiu się od kary niż wypłaczesz podczas jej wymierzania. – Okay – rzekłam smutno i wcale nie zabrzmiało to pewnie, ale odkleiłam się od jego torsu, wydostałam z jego ramion. Zerknęłam jeszcze na jego koszulkę całą umazaną od mojego makijażu, po czym odwróciłam się do niego tyłem. – Oprzyj się dłońmi o stół – usłyszałam jasne polecenie, krótkie i stanowcze za razem. – Widzisz jaka jesteś dzielna – rzekł gdy moje dłonie spotkały się z zimnym drewnem. Poczułam jak unosi moją bluzkę, jak sięga pod nią. Jego ciepłe dłonie dotknęły moich bioder, kciuki znalazły się pod materiałem spodni i delikatnie zaczął zsuwać pierw prawą stronę potem lewą. W końcu poczułam, że nic nie okrywa moim pośladków prócz cienkich, obcisłych bokserków. Spodnie czułam, że zatrzymały się na kolanach. – Może tak dla zasady zapytam..., albo nie. Ty dobrze wiesz za co dostaniesz. Po chwili poczułam podmuch powietrza, usłyszałam trzask. Dopiero potem nastąpiło pieczenie. Scenariusz się powtórzył i pieczenie nasiliło się na tyle, że ugięły się pode mną kolana. Poczułam Aleksa rękę pod moim brzuchem, a jego dłoń na żebrach, w ten sposób trzymał mnie wyjątkowo pewnie, tak że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Przez chwilę wszystko ustało, stanęło w miejscu. Zacisnęłam pośladki jakby samoistnie, być może ze strachu przed kolejnym uderzeniem. – Bardziej zaboli jeśli napinasz mięśnie – usłyszałam. – I tak boli. Możesz szybciej? – zapytałam. – Rozumiem twoją chęć, to że chcesz mieć to już za sobą, ale niestety nie mogę szybciej. Chce byś wszystko sobie dogłębnie przemyślała, byś to odczuła. Nie zaciskaj jednak mięśni bo wyjdą siniaki i będzie boleć kilka dni, no dzień przynajmniej. Ja tego nie chcę. Masz to odczuć teraz, w tym momencie, a nie mieć problemy z tym by usiąść na tyłku kilka godzin, albo nawet dób. Jego monolog doszedł do moich uszu, ale nic nie odpowiedziałam. Za chwile poczułam razy na drugim moim pośladku, były tylko dwa, ale zapiekło niemiłosiernie. Potem przyszedł ból, ból który się nasilał z każdym kolejnym uderzeniem. Aleks bił wolno, bez metody. Czasem pod rząd w jeden pośladek, czasem na zmianę. Jednak na każde z uderzeń musiałam czekać co najmniej minutę. Wyjątkiem było, że uderzał dwa razy pod rząd, ale kiedy to robił zawsze towarzyszyły temu słowa: „nie wierć się”, albo „nie uginaj kolan”. – Siedemnaście – usłyszałam nagle z jego ust. Przez chwilę zastanawiałam się czy wymierzył mi siedemnaście klapsów i miałam nadzieję, że liczy do okrągłej dwudziestki co najwyżej. Kiedy jednak poczułam czwartego klapsa po tej siedemnastce przeraziłam się, że może chodziło mu o to, że jeszcze siedemnaście. Moje łzy w moich uszach bębniły kiedy tylko nie rozlegał się trzask uderzenia. Kapały bowiem na stół. Z początku było ich niewiele, teraz jednak nie było takiej sekundy by nie spadały. – Nie wierć się – usłyszałam ostrzejszym tonem niż wcześniejsze upomnienia i zdałam sobie sprawę, że tym razem naprawdę się wiercę, że prawie się wyrywam. Uderzenie jednak długo nie spadało. Miałam nadzieję, że to już koniec, że serce mu się kraje na tyle by przestać. Przecież musiał dostrzegać to, że cierpię, to że naprawdę mnie boli. Widział doskonale, że nie udawałam. Po chwili poczułam kilka uderzeń, silnych i na przemian raz w jedną połowę pupy, raz w drugą. Te razy były silniejsze od poprzednich, dużo silniejsze. – Jeśli jeszcze raz zrobisz coś równie głupiego – zaczął Olek, ale głos mu się dziwnie łamał, jakby sam powstrzymywał się od płaczu – to każde z tych trzydziestu razy zaboli jak ten ostatni – dokończył, a ja po chwili na własnej skórze poczułam co miał na myśli. To uderzenie sprawiło, ze ręce sunęły po blacie do przodu, bo pod siłą uderzenia poleciałam do przodu i gdyby nie jego ręka pod moim brzuchem wylądowałabym na ziemi, albo wbiła się w ten stół. – Nie jestem sadystą, nie chce być twoim katem, ale nie chcę cię też stracić przez jakąś głupotę, ani przez to że znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. – Podniósł mnie do pozycji wyprostowanej, spojrzał w moje oczy, a mój wzrok odbiegł gdzieś w bok. – Zbędnym jest pytanie za co dostałaś i czy zrozumiałaś. Podciągnij spodnie, ja zajrzę do dzieci – dodał. Stałam tak jeszcze chwilę, a potem nachyliłam się i pociągnęłam dżinsy za szlufki. Poczułam jakby były za małe o pół, albo co najmniej o jedną trzecią rozmiaru. – Mówiłem nie napinaj mięśni bo będą siniaki, a co za tym idzie też opuchlizna – powiedział głos za moimi plecami. – To o opuchliźnie akurat sobie darowałeś – rzuciłam opryskliwie i nawet na niego nie spojrzałam, byłam zbyt zajęta zapinaniem spodni. – Ej, żono ty moja. Co jest? – zapytał stojąc już przede mną. – Dlaczego jesteś opryskliwa? Poczułaś się niesłusznie ukarana? Skrzywdzona tą karą? – dopytywał. – Po prostu boli – odpowiedziałam wciąż unikając jego spojrzenia. Wolałam patrzeć na jego klatkę piersiową schowaną pod wciąż tą samą umorusaną koszulką. Dostrzegałam jak się unosi i opada pod wpływem oddechu. Nie potrafiłam jednak unieść głowy o te kilka centymetrów i pozwolić by nasze spojrzenia się spotkały. – Wiem, taki był cel miedzy innymi. Gdybym jednak miał dar jasnowidzenia to nigdy nie pozwoliłbym ci się tam znaleźć, upomniał cię przed tym ostro, może nawet dał kilka klapsów, ale nigdy nie pozwoliłbym ci się narazić. Co za tym idzie nie zbił aż tak dotkliwie w obawie przed kolejną taką akcją. Wiem, że boli. Uwierz, że jestem w stanie sobie wyobrazić jak bardzo, ale uwierz w to, że mnie również nie jest obojętne i w pewnym, choć innym sensie mnie też to zabolało. – Wierzę – spojrzałam na niego pierwszy raz po tym wszystkim, zobaczyłam, że ma zaczerwienione oczy, że się szklą jakby miał zaraz płakać. – Kocham cię – wyszeptałam bez przekonania, jakoś tak niepewnie choć byłam tego w tym momencie w stu procentach pewna. – Cieszy mnie to, bo ja ciebie też. Chciałbym jednak wiedzieć czy nie czujesz się skrzywdzona, jakoś szczególnie tym dotknięta – odrzekł. – Tym, że kochasz? – zapytałam naiwnie. – Tym, że wlałem. Słusznie bo słusznie, ale jednak lanie dostałaś. – Nie, jest ok – odpowiedziałam niepewnie. – Czyli te trzydzieści klapsów nie będzie powodem wizyty u prawnika i dowodem przeciwko mnie na naszej sprawie rozwodowej? – zapytał z lekkim uśmiechem, ale jednak smutek promieniował w tych słowach. – Nie będzie rozwodu – powiedziałam pewnie. – W takim razie się cieszę. Ja dokończę obiad – zaproponował, a ja nie mogłam pogodzić się z jednym. Nawet nie, że nie mogłam się pogodzić, ale po prostu nie potrafiłam zrozumieć jak szybko on przeszedł po tych wydarzeniach do porządku dziennego. Patrzyłam z podziwem jak na nowo wbił się w normalny tryb naszego życia. – Mieliśmy porozmawiać – przypomniałam Aleksowi siadając na krześle. Myślałam, że poczuje silniejszy ból, ale jednak tak się nie stało i siedzenie nie sprawiało mi jakiś szczególnych trudności. – Wiem, przy objedzie, dobrze? Czy wolisz przed? – zapytał. – Co się odwlecze to nie uciecze. Możemy przy objedzie. Będziesz szczery? – Będzie trudno, ale będę. Jeśli po wszystkim będziesz chciała mi strzelić w pysk to zrozumiem, ale jeśli podczas to pamiętaj, że to przeszłość, a ja cię za przeszłość nigdy nie uderzyłem. No przynajmniej nie za tak odległą – ostatnie zdanie dodał pośpiesznie bo chciałam już powiedzieć, że właściwie teraźniejszość jest złudna, bo zanim sobie zdamy sprawę z tego co tu i teraz to staje się już przeszłością w przeciągu jednej setnej sekundy. – Dobrze, wysłucham do końca – rzekłam do mężczyzny, który układał kotlety na rozgrzanej patelni i na nowo sprawił, że ziemniaki zaczęły się gotować. – Długo śpią – powiedział i spojrzał w stronę zamkniętych drzwi, za którymi znajdowali się nasi synowie. Na wszelki wypadek mieliśmy elektroniczną nianię z kamerką i głośnikiem. – O tej porze zawsze śpią tak z dwie godzinki co najmniej, potem jedzą i znowu drzemią, a później to się budzą i lubią towarzystwo – odrzekłam. – Jesteś smutna – stwierdził nakładając jedzenie na talerze. – Jesteś, bo widzę. – Aleks okazał się po raz kolejny tego dnia nieustępliwy. – Może odrobinkę, ale to nie twoja wina. Po prostu… – Rozumiem – przerwał mi tymi słowami. – Nie jestem zła na ciebie. Na siebie, owszem. Na sytuacje zaistniałą i wcześniejszą, także, ale nie na ciebie. Ty akurat zachowałeś się ekstra, tak jak powinieneś. – Jedz, musisz mieć siłę mnie opieprzyć za… no właśnie, pytaj – powiedział z uśmiechem podając mi sztućce i siadając naprzeciw mnie. Fragment pochodzi z e-booka pt. "Na pół gwizdka" Link do pobrania: Premiera: rok
List otwarty Poniżej przedstawiamy otwarty list Beth Fenimore skierowany do Roya Lessina, autora książki „Spanking: Why, When, How” („Kary fizyczne dla dziecka: dlaczego, kiedy, jak”) Ojciec Beth ilustrował książkę Lessina z 1979 roku, a jej rodzina uczęszczała do kościoła, w którym Roy Lessin odprawiał msze. Jej rodzice cyklicznie zamieniali się wraz z Lessinami opieką nad swoimi dziećmi, w efekcie czego Beth nie raz dostawała lanie od żony Lessina, Charlene, kiedy ta się nią opiekowała. W tym liście Beth opisuje w jak dużym stopniu „czułe wychowanie rózgą” Lessinów negatywnie wpłynęło na jej dzieciństwo, dorastanie i dorosłe życie. Beth była uciskana, jak wiele dzieci obecnie, przez długotrwałe psychologiczne, emocjonalne, mentalne, społeczne i fizyczne krzywdy spowodowane biciem dzieci zgodnie ze stylem „Lessina”. Drogi Roy’u, Po 19 latach znalazłam w sobie odwagę, aby napisać do Ciebie ten list, deklarujący jak silnie odcisnął się na mnie Twój sposób nauczania i pisania o biciu dzieci. Moim zamiarem, pisząc ten otwarty list, jest podzielenie się z Tobą i innymi faktem, iż bicie dzieci, które tak rekomendujesz, jest szkodliwe. Moi rodzice znają moje zdanie na ten temat. Rozmawiałam z nimi również na temat tego, jak silnie wpłynęły na mnie ich decyzje dotyczące stosowania rekomendowanych przez Ciebie metod wychowawczych. Mam misję. Moją misją jest ostrzec młodych rodziców, którzy starają się wychować szczęśliwe i zdrowe dzieci. Jeśli choć jeden rodzic zaoszczędzi swojemu dziecku bólu, który ja wycierpiałam z rąk moich rodziców wdrażających Twoje metody, mój ból będzie miał znacznie większe znaczenie, niż ma obecnie. Pragnę rozpocząć od przedstawienia Twojego podejścia do bicia dzieci, byśmy oboje używali tego samego języka. W Twojej książce w sposób następujący opisujesz proces i sposób, w jaki rodzice powinni praktykować bicie swoich dzieci. Krok pierwszy – używać właściwego przedmiotu; jeśli do bicia rodzic używa ręki, dziecko może czuć lęk wobec ręki rodzica. Krok drugi – bić starannie. Krok trzeci – znaleźć odpowiednie miejsce, w którym rodzic może dokonać bicia dziecka. Krok czwarty – istotne jest, aby rodzic wytłumaczył dziecku, dlaczego dostanie ono lanie. Krok piąty – ułożyć dziecko we właściwej pozycji (Beth: kiedy moi rodzice i inne dorośli – jak np. twoja żona Char – bili mnie, tradycją było zdejmowanie ubrania dziecka); zalecasz oparcie dziecka o łóżko lub położenie mniejszego dziecka na kolanie rodzica. Krok szósty – uderzyć dziecko w pośladki za pomocą rózgi lub innego przyboru. Krok siódmy – kontynuować bicie do czasu aż dziecko będzie podległe lub zacznie płakać, co sygnalizuje złamanie woli. Krok ósmy – pojednanie. Sugerujesz, by rodzice pokrzepiali dziecko tak długo, jak będzie to koniecznie, i wtedy poprosili, aby przestało płakać. Radzisz, by rodzice dawali lanie dziecku, które przejawia „złą postawę” w formie ciągłego płaczu, trwającego przez zbyt długi czas po dostaniu lania. Język w twojej książce jest znacznie bardziej „przesłodzony”, niż to co napisałam powyżej. Jednak mój opis ani trochę nie przybliża nas do uczucia, jak to jest dostawać lanie na styl Roya Lessina. Mam zamiar opisać, czym jest bicie Roya Lessina. Moje pierwsze lanie było, kiedy miałam 6 miesięcy. Moja mama uderzyła mnie za płakanie, po tym jak odkładała mnie do łóżka. Musiała bić mnie wielokrotnie, bym nauczyła się nie płakać, kiedy mnie odkładała. Wiem o tym incydencie, ponieważ moja matka zwykła opowiadać wszystkim nowym mamom o tym, jak młoda byłam, kiedy zaczęła mnie bić. Moje ostatnie lanie miało miejsce, kiedy miałam 13 lat. Bicie metodą Roya Lessina, które pamiętam najdokładniej, miało miejsce w wieku 3-7 lat. W tamtym okresie rzadko zdarzały się dni bez lania. Pragnę podzielić się z tobą, oraz z innymi, czym było otrzymywanie lania zgodnie z założeniami Roya Lessina. W momencie, w którym dowiadywałam się, że zaraz dostanę lanie na wzór metody Lessina, czułam się fizycznie chora. Ponieważ lanie Roya Lessina jest jak rytuał, męczarnia ta mogła trwać bardzo długo. (Kiedy mówię o rytuale bicia, odnoszę się do kroków, które opisałeś w swojej książce). To było dla mnie trudne przeżycie, ponieważ miałam wtedy dziecięce poczucie czasu. Uczucie strachu narastało, zżerało mnie od środka i trwało we mnie dopóki cały rytuał bicia się nie skończył. Moi rodzice z reguły wysyłali mnie do jednej z sypialni, jak mój własny pokój, i tam czekałam dopóki jedno z rodziców nie przyszło. (Mój ojciec bił mnie najwięcej, więc w moim odczuciu to właśnie ojciec głównie praktykował bicie metodą Roya Lessina). Mój ojciec tłumaczył mi powód , dla którego miałam dostać lanie. To był męczący proces, ponieważ musiałam słuchać wiedząc, co nastąpi za chwilę. Odkąd stawałam w obliczu częstszego bicia (jednego po drugim) zgodnie z metodą Roya Lessina, musiałam być ostrożna, aby nie stracić do ojca szacunku, słuchając jego wywodów. Już wtedy zauważyłam u mnie syndrom nerwowego skurczu jelit i czułam, jak z trwogi skręcają mi się wnętrzności, za każdym razem, gdy mój ojciec mówił. Później prosił mnie bym zdjęła spodnie i majtki. Czułam się ogromnie zakłopotana, ponieważ normalnie mojemu ojcu nie wolno było widzieć mnie nago. (Moja rodzina miała wysokie standardy skromności). Moje poczucie poniżenia i strach wzrastały ogromnie, kiedy kładłam się na łóżku, ojca kolanie lub czymkolwiek innym, co było w pobliżu. Moje intymne miejsca były bezradnie wyeksponowane, podczas gdy mój ojciec kładł mi rękę na plecach. Próba odsunięcia się i bronienia znaczyłaby jedynie, że lanie będzie dłuższe lub po pierwszym dostanę kolejne. Rózga, „wiosło” opisane w „świętej księdze” czy pasek przeszywały brutalnie powietrze zanim uderzyły boleśnie o moje pośladki lub uda. Krzyczałam z bólu i udręki. Nie potrafię przypomnieć sobie momentu, czy myślałam o sprzeciwieniu się, zbuntowaniu czy próbie „ugrania” czegokolwiek. Tak jak radzisz, rodzice powinni być uważani, gdy uderzają swoje dzieci. Ja po prostu próbowałam przetrwać w najlepiej dla mnie znany sposób. Krzyki, bicie i ból ciągnęły się przez niezliczoną ilość czasu. Gdy straszliwy ból się kończył, zaczynałam walkę z moimi emocjami i ciałem. Wiedziałam, że zbyt długi płacz mógł oznaczać, że ojciec rozpocznie rytuał Roy’a Lessina od nowa, aby tylko naprawić moją „złą postawę”. Moi rodzice nigdy nie byli zmartwieni tym, jakie ślady pozostawiali na moim ciele. Nigdy nie rozmawialiśmy o bolesnych znamionach na moim ciele lub o tym jak raniły ubrania, krzesła, czy jak bardzo bolesna była kąpiel. Wiadomość była prosta : bólu nie było. Podciąganie majtek było straszliwie bolesne, tak samo jak siedzenie na kolanach ojca. Ponieważ była zasada, że „bólu nie było”, musiałam udawać, że moje pośladki i uda nie bolą, chociaż bolały, podczas gdy ojciec obejmował mnie ramionami i „pocieszał”. Nie byłam jednym z tych wyidealizowanych dzieci, które opisujesz w swoich książce, nie widzące różnicy pomiędzy narzędziem bicia a rodzicem. To mój ojciec sprawiał mi ból, nie rózga! To ręce mojego ojca mnie przerażały, i bałam się go, jak żadnego innego człowieka. Jego dotyk odrzucał mnie. Podobnie miałam z matką. (Do dnia dzisiejszego nie potrafię tolerować fizycznego dotyku ze strony obojga moich rodziców. Czuję się fizycznie chora na ich dotyk.) Mój ojciec się modlił, a ja z wysiłkiem mu wtórowałam z obawy przed kolejnym laniem Roy’a Lessina. Po tym jak się modliliśmy, przychodził czas, bym była szczęśliwa, ale w środku miałam zamęt. Łzy groziły, że znów napłyną i spowodują więcej bólu i udręki. Musiałam udawać, że nie jestem smutna, i że nie czuję bólu. To była moja największa lekcja: być szczęśliwą, nie ważne, co czułam w środku. Zajęło mi to kilka lań z rzędu, ale się nauczyłam. To była lekcja, której nauczyłam się na całe życie – być wymuszenie szczęśliwą bez względu na to, co czuło moje ciało. Jeden z aspektów otrzymywania lania zgodnie z założeniami Roy’a Lessina ma charakter seksualny. Zajęło mi lata, by pozwolić sobie mówić o tym aspekcie. Jako dziecko nie miałam pojęcia, czym był seks. Miałam jedynie to zabawne uczucie, które przychodziło i odchodziło podczas rytuału Roy’a Lessina. Ku mojemu przerażeniu, zrozumiałam, że stymulacja seksualna może się wiązać z bolesnym rytuałem bicia. To połączenie było dla mnie prawdziwym problemem. Ponieważ nie byłam w stanie poradzić sobie z podwójnym przesłaniem miłości i bólu, unikałam rozwijania intymnych relacji z mężczyznami przez bardzo długi okres. Minęły lata zanim znalazłam zdrową seksualność, wolną od wspomnień, jakie miałam z rytuałów bicia metodą Lessina. Walczyłam z tym podwójnym przesłaniem jako dziecko. Czuję ogromne poczucie wstydu, gdy przypomnę sobie jak biłam i znęcałam się nad moimi lalkami, gdy nie było nikogo w pobliżu. Potrzebowałam jakiegoś sposobu na wyrażenie strachu, bólu i seksualnego chaosu, które czułam w środku. Niestety, mój dziecięcy umysł nie był w stanie pojąć znaczenia tego, co robiłam. Moi rodzice byli twoimi najlepszymi uczniami. Dokładnie przestrzegali twoich ośmiu kroków, okazjonalnie tylko skracając cały rytuał do kilku klapnięć – nie za często jednak. Moje pośladki i uda szczypały jeszcze długo po rytuale bicia. Chodziłam do łazienki i używałam lustra mojej mamy, by spojrzeć, jakie są ślady. Pamiętam, jak widziałam czerwone paski przecinające moje pośladki i uda. Czasami miałam stare rany pod tymi nowymi. Moi rodzice przeprowadzili kilka rytuałów Lessina, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem. Pamiętam, jak nauczycielka w szkole spytała mnie pewnego dnia, dlaczego nie mogę wysiedzieć spokojnie. Nie mogłam powiedzieć jej, że to z powodu śladów na mojej pupie, które straszliwie bolały, gdy siedziałam na małym drewnianym krześle. Teraz, gdy już ustaliliśmy, czym bicie metodą Roy’a Lessina jest i co znaczy dostać lanie, przejdźmy dalej, do złych postaw. Zacznę od opowiedzenia Ci historii o tym, co znaczyło mieć w pobliżu osobę dorosłą, w tym przypadku twoją żonę, która wytykała mi moją „złą postawę”. Pewnego razu moi rodzice się wyprowadzali. Miałam 4 lata. Obudziłam się w domu, którego nie mogłam poznać. Spytałam mamę, co się dzieje. Cokolwiek odpowiedziała, nie zrozumiałam. Wysłała moich braci i mnie do twojego domu, gdzie twoja żona Char miała się nami opiekować. Wychodząc z domu zobaczyłam naszą małą papużkę Chirpy, która siedziała w klatce przed domem, blisko jakiś krzaków. Chirpy nie powinna była być na zewnątrz. Ogarnęło mnie okropne uczucie strachu. Byłam przerażona, gdy szłam do samochodu, patrząc na Chirpy gorączkowo ćwierkającą w swoją klatce, tuż obok sterty pudeł. Gdy byliśmy już w twoim domu, w którymś momencie Char położyła nas na drzemkę. Ogarnął mnie strach i zamęt, i zastanawiałam się, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę mój dom. Kiedy w pokoju było cicho, moje emocje wybuchły. Zaczęłam płakać. Char przyszła i powiedziała, żebym przestała, ale nie mogłam. Więc rozpoczęła jeden z twoich rytuałów bicia. Poszłam ponownie na miejsce drzemki. Leżałam tam przez pozostałą część drzemki, nie będąc w stanie spać, bojąc się ruszyć, przepełniona emocjami strachu i lęku tak bardzo, że myślałam, że eksploduję. Ale musiałam sprawić, by Char uwierzyła, że jestem pogodna i posłuszna. By przekonać ją, założyłam „maskę”, i udawałam, że śpię. Musiałam udawać, że czuję coś zupełnie innego, niż w rzeczywistości. Są dwie kwestie, które chcę poruszyć odnośnie „złych postaw”. Pierwsza, jak możecie zauważyć powyżej, dotyczy faktu, że dorośli nie posiadają „mocy”, która pozwalałby im czytać w umysłach dzieci. Moi rodzice popełniali ten błąd na okrągło. Oni nie byli znacznie lepsi w czytaniu mojego umysły lub odbieraniu tego, jak się czułam, niż twoja żona tamtego dnia, gdy spałam w waszym domu. Jak widzisz, rodzice popełniają błędy. Nie ma na to rady. Ale gdy rodzic używa siły tak pełnej przemocy, jak bicie zgodne z założeniami Roy’a Lessina, błędy mogą być naprawdę szkodliwe, szczególnie gdy rytuał bicia dotyczy złamania woli dziecka – lub jakiegokolwiek elementu dziecięcej psychiki! Druga kwestia związana z „złymi postawami” odnosi się do kwestii, iż opowiadasz rodzicom, że ich dzieci będą szczęśliwe z twoją formą dyscypliny lub nawet, że wolą być bite. Chcę powiedzieć, że nie doświadczyłam tej radości. Stworzyłam z siebie pogodną, posłuszną skorupę. Żyłam w tej skorupie przez 30 lat, wychylając głowę tylko wtedy, gdy czułam się bezpiecznie. Kolejne 7 lat zajęła mi próba pozbycia się tej pogodnej, posłusznej skorupy, do której wracałam za każdym razem, gdy coś przypominało „stare lęki z mojego dzieciństwa”. Nie byłam zadowolona żyjąc w tej skorupie, ciągle udając, że jestem szczęśliwa w sytuacjach, w których tak naprawdę czułam się okropnie. Gdy myślę o przepełnionych szczęściem dzieciach, widzę dzieci, które czują się swobodnie, by wyrażać swoje idee, myśli i emocje. Uważam, że rolą rodzica jest nauczyć dziecko, jak wyrażać własne emocje, a nie uderzać je rózgą dopóki nie przejawi emocji właściwych dla rodzica. Piszesz o rodzicach dyscyplinujących dzieci za nieposłuszeństwo. Wydaje się to być całkiem proste. Rodzice wprowadzają kilka zasad, a dzieci mają je przestrzegać. Gdy nieposłuszeństwo związane jest z dzieckiem zachowującym się w sposób, jakiego oczekuje rodzic, przestrzeganie tych zasad staje się znacznie trudniejsze. Gdy twoje nauki zakończyły się w okresie dorastania, odkryłam, że złamałam więcej zasad niż mogłam przestrzegać. Ale nie tylko to, jedną z reguł było przestrzeganie ich bez ponownej prośby czy ze strony matki czy ojca. Perfekcja stała się zasadą i była kwestią, w której straszliwie zawiodłam. Nawet w pogodnej i posłusznej skorupie nie czułam się całkowicie bezpieczna. Życiowa lekcja, którą z tego wyniosłam, uświadomiła mi, że nie istnieje nic takiego jak druga szansa. Przełożyłam tą lekcję na realia szkoły i odkryłam, że bałam się próbować. I to nie dlatego, że rodzice mnie nie zachęcali – powód był taki, że gdy zachęta nie skutkowała, co często miało miejsce, rodzice bili mnie za np. pisanie odwrotnie liter, błędy w dyktandzie itp. Ogólnie mówiąc, bili mnie za to, że nie starałam się dość mocno. Nie wspomniałam nawet setki innych kwestii, za które potrafili mnie bić. Nauczyłam się, jak być bezsilnym. Nie tylko stawałam w obliczu mojego własnego wewnętrznego rozczarowania, gdy nie zrobiłam czegoś poprawnie. Przede wszystkim musiałam się skonfrontować z laniem zgodnym z metodą Roy’a Lessina za każdym razem, gdy rodzicom kończyła się cierpliwość do zachęcania mnie. Dorastałam sądząc, że byłam mentalnie upośledzona. Później, gdy dorosłam, dowiedziałam się, że mam dysleksję – przypadłość, której bicie metodą Roy’a Lessina z pewnością nie pomogło. Przez większość mojego życia martwiłam się, że będę pamiętać wszystkie te złe doświadczenia. Około 11 lat temu zadzwoniłam do Char i poprosiłam, by wysłuchała mnie, gdy przywoływałam jej wspomnienia z bicia metodą Roy’a Lessina. Opisałam jej tak szczegółowo jak potrafiłam o biciu, które znosiłam na okrągło. Char powiedziała mi, że moje wspomnienia były zgodne dokładnie z tym, czego ty i ona uczyliście moich rodziców. Nie mogłam więc się mylić w moich wspomnieniach. Przeczytałam twoją książkę kilka tygodni temu. Ponownie byłam zaskoczona jak dobrze znam i pamiętam twoje nauki. Po latach dorastania w towarzystwie twojej rodziny i słuchania twoich kazań w Outreach, ta książka przypomniała twoje bolesne nauki i wspomnienia, z którymi tak ciężko było mi żyć. Ponownie chciałam założyć moją pogodną, posłuszną skorupę, ponieważ do chwili obecnej czuję przerażenie, gdy myślę o wszystkich tych laniach i naukach Roy’a Lessina. Oboje, Char – podczas naszej rozmowy telefonicznej, i ty, w twojej pierwszej książce, mówicie, że bicie dzieci ma wyższy cel – ratowanie duszy. Odnosisz się do Księgi Przypowieści w Starym Testamencie 20:30: „Ciosy, które ranią, oczyszczają ze zła; uderzenia oczyszczają najskrytsze miejsca”. Te „ciosy” pozostawiły okropne rany na moim ciele, sprawiając, że siedzenie było problemem, a kąpiel z mydłem szczypała potwornie, te ciosy zastraszyły mojego ducha. Poczucie strachu nie jest jedynym następstwem, z którym muszę żyć. 10 lat temu specjalista od spraw żołądkowo-jelitowych zdiagnozował u mnie syndrom nerwowego skurczu jelit, stan, jaki miałam od około 3 roku życia. Z powodu strasznego lęku, który czułam w wyniku bicia metodą Roy’a Lessina, podczas dorastania i gdy byłam już dorosła miałam okropne chroniczne bóle brzucha i biegunkę. 5 lat temu mój psychiatra zdiagnozował u mnie posttraumatyczne zaburzenia napięciowe, zaczęłam więc pracować z moimi głęboko zakorzenionymi lękami dotyczącymi rodziców i bicia metodą Roy’a Lessina. Jakiś czas później inny lekarz zdiagnozował u mnie astmę i kilka alergii w związku z osłabieniem mojego systemu immunologicznego, jako efekt chronicznego niepokoju. Ten sam lekarz powiedział mi, że jestem osobą wysokiego ryzyka jeśli chodzi o zachorowanie na raka okrężnicy z powodu wieloletnich problemów z syndromem nerwowego skurczu jelit jako efektu moich lęków. Roy, te wszystkie problemy wynikają z wdrażania przez moich rodziców twoich nauk dotyczących bicia, których zadaniem miało być naprawianie mnogości popełnianych przez dzieci gaf i ich postaw. Nie potrafię sobie wyobrazić, dlaczego rodzic miałby chcieć takich następstw dla własnego dziecka. Może i wyglądałam na pogodną i grałam kochaną córeczkę w relacjach z moimi rodzicami, jednak w rzeczywistości wewnętrznie byłam emocjonalnie i fizycznie chora. Twoje nauki zmusiły mnie do życia straszliwym kłamstwem – wyglądania na szczęśliwą, gdy w rzeczywistości czułam się zrozpaczona. Prawie każdego dnia mojego życia obawiam się ludzi. Skoro ludzie, którzy lubili moich rodziców, i przyjaciele rodziny tacy jak ty i Char, mogli mnie tak mocno zranić, co za okropne rzeczy byliby w stanie zrobić mi inni. Powinnam była czuć się bezpiecznie z rodziną i przyjaciółmi, gdy dorastałam. Boję się szczególnie mężczyzn autorytarnych. Czasami z przerażeniem spoglądam na ludzi, których nawet znam i przy których wiem, że mogę czuć się bezpiecznie, tylko dlatego, że powiedzieli coś tonem, który przypomina mi o moich wczesnych latach. Boję się popełniać błędy. Zdecydowałam się nie mieć moich własnych dzieci ponieważ krzyki dziecka skręcają mi wnętrzności. Pamiętasz te wszystkie kazania w Outreach – twoje, Dona Leetcha, Deana Kernsa i kilku innych osób? Nadal słyszę dzieci krzyczące, gdy ich rodzice bili je przed kościołem podczas niedzielnych porannych mszy. Pamiętam krzyki mojego rodzeństwa. Pamiętam jak jednego piątkowego wieczoru ktoś się modlił, a jakiś ojciec wziął swoje dziecko na zewnątrz, by dać mu lanie. Sąsiedzi zadzwonili po policję. Wstrzymaliśmy mszę i wyszedłeś ze swoją Biblią, by wyjaśnić policjantowi, dlaczego rodzic ma prawo bić własne dziecko. Wszyscy w kościele modliliśmy się , żeby policjant zrozumiał i nie zabrał dziecka. Jako dorosła kobieta nadal boję się bicia zgodnego z metodą Roy’a Lessina. Czasami budzę się w środku nocy błagając męża, by „nie pozwolił im się do mnie dobrać”. Rozmawiałam z moim ojcem kilka razy na temat bicia metodą Roy’a Lessina. Prosił mnie o wybaczenie i był przerażony tym, co zrobił. Te rozmowy były i są niesamowicie bolesne dla nas obojga, nadal, gdy ja mam już 37 lat! Wierzę, że mój ojciec sądził, że robi właściwą rzecz. Byłeś przywódcą w kościele, w który wierzył, i byłeś jego przyjacielem. Nasze rodziny utrzymywały stosunki towarzyskie. To nie były jakieś tam nauki, na które przypadkowo trafił i z których starał się wybrać to, co najlepsze. Mam nadzieję, że poprzez ten list zaczniesz dostrzegać jak twoje własne proste, przesłodzone słowa na temat wychowywania dzieci są w rzeczywistości raniące. Może zastanawiasz się, czy chciałabym się z tobą spotkać i porozmawiać o tym, co naprawdę miałeś na myśli w swojej wczesnej książce. Możliwe, że przyjąłeś strategię łaski i obecnie zalecasz, aby rodzice bili mniej i nie na gołą skórę? Prawda jest jednak taka, że nie chcę wiedzieć. Gdybym potrzebowała uzasadnienia czy argumentów na twoje nauki, mogłabym wykorzystać twoją książkę jako materiał źródłowy. To, co chciałabym, żebyś zrobił, to ponownie rozpatrzył własne stanowisko biorąc pod uwagę to, jak silnie dotknęły mnie twoje nauki. Czy kochający rodzic naprawdę chciałby wychowywać własne dziecko, by bało się ludzi, by nosiło skorupę pełną udawanej radości i posłuszeństwa, lub by żyło z posttraumatycznymi zaburzeniami napięciowymi i innymi dolegliwościami? Mam nadzieję, że odpowiedź jaką znajdziesz, jest NIE. Mam nadzieję, że zdasz sobie sprawę, że bicie dziecka z jakiegokolwiek powodu nie jest miłością. Wtedy, mam nadzieję, przyłączysz się do sprawy, by dać koniec cielesnej przemocy w domach. Przyszłam na ten świat jako szczęśliwe i zdrowe dziecko. Z żadnego innego powodu, jak tylko bicie metodą Roy’a Lessina, walczę teraz o moje fizyczne i psychiczne zdrowie. Proszę, pomóż innym i mi, aby coś takiego nie przydarzyło się żadnym więcej dzieciom. Pomóż zakończyć przemoc cielesną. Pomóż zakończyć znęcanie się nad dziećmi. Jeśli Jezus powiedział: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze.” (Mark 9:42), nie potrafię sobie wyobrazić, że Bóg by wybaczył takie zachowanie wśród ludzi, którzy twierdzą, że są kochającymi rodzicami. Z poważaniem, Bethany A. Fenimore
jak to jest dostać lanie